O tym, co zauważam - co mnie drażni, zachwyca, intryguje, albo po prostu bawi.
Blog > Komentarze do wpisu

Ciapacze, mlaskacze i siorbacze

Pewnie żadne ze słów użytych w tytule tej notki nie istnieje, ale każdy chyba rozumie ich znaczenie. Poniżej kilka słów o zachowaniach, które powodują rotację pokarmu, graniczącą z eksplozją w moim żołądku.

Mam szczęście, że dzięki wykonywanej pracy spotykam wielu różniących się między sobą ludzi. Ma to prawie same zalety - czerpię ogromną satysfakcję z odczytywania charakterów,  skrywanych emocji i intencji. Oczywiście nie jestem potworem, który pożywia się „wnętrznościami” rozmówców - czasem takie znajomości przeradzają się w przyjaźń, albo choćby wspólne wyjście na piwo do knajpy czy na obiad w restauracji. Świetnie się z tym czuję, a najlepsze bywają sytuacje, gdy spadają maski. Często przez ułamek sekundy widzi się kogoś emocjonalnie odsłoniętego i daje to większe zadowolenie niż konwersacja z robotem – uczuciowo odciętym manekinem reprezentującym nie siebie, ale pełnioną (graną) przez siebie rolę.  Bywa jednak, że ludzie, których zaczyna się lubić i szanować robią to, z czym ja nie potrafię sobie poradzić, czyli ciągle wydają dźwięki, przez które chce mi się zwracać, a co najmniej szybko skończyć rozmowę.

Nic na to nie poradzę, a uwierzcie – próbowałem wiele razy to zignorować. Np. nie mogę znieść mlaskania, jedzenia na wdechu, żucia gumy bez zamkniętych ust, siorbania płynów, mówienia z pełnymi ustami, a już zupełnym koszmarem jest syczący dźwięk wciągania powietrza przez dziury w zębach. Dla mnie to tak samo obrzydliwe jak spotkanie z kimś o czarnych paznokciach. Nie mogę tego znieść, bo mi się w środku wszystko przewraca! Podobnie zresztą reaguję na reklamy, w których ktoś wydaje odgłos chrupania np. batonu, gdzie dźwięk jest jak z mikrofonu umieszczonego w jamie ustnej.  Myślałem: olej, nie patrz się w tę stronę, nie słuchaj, skoncentruj się na czym innym, ale nie działa, bo cały czas myślę tylko o tym paskudztwie. Kilka przykładów:

Syczący profesjonalista

Umówił się ze mną na biznesowe spotkanie facet, który w środowisku jest bardzo znany z profesjonalnej organizacji koncertów symfonicznych. Ma temat obcykany jak mało kto w Polsce, dwa telefony od niego to jak dla mnie w tej materii miesiąc zabiegania o rozmowę z najlepszymi (przesadzam, ale to po to by oddać umiejętności tego człowieka). Nigdy przedtem się nie widzieliśmy, choć obydwaj wiedzieliśmy, czym się zajmujemy. Umówiliśmy się na neutralnym gruncie – we francuskiej restauracji, w której obydwaj nigdy wcześniej nie byliśmy. No i po pierwszych dwóch minutach miałem dość. Gdy usłyszałem częste wciąganie powietrza przez zęby (zęba?), to zamówiłem tylko kawę, by jak najszybciej ją wypić i uciec z tego towarzystwa. Najdziwniejsze, że dla tego gościa to było naturalne, że robi ten swój grymas i wydaje dźwięk co kilkanaście sekund! Miałem ochotę złapać go za szyję, kilka razy potrząsnąć i wykrzyczeć prosto w twarz „CZŁOWIEKU! IDŹ DO DENTYSTY!”.  Oczywiście tego nie zrobiłem. Przez syczenie rozmowa się zupełnie nie kleiła, bo nie potrafiłem się skoncentrować na tym co mówi. Szacunek straciłem do człowieka już na starcie, choć naturalnie porozumienie, które miałem zawrzeć dla firmy zostało zawarte. Jak jest teraz? Czasem współpracujemy, wyłącznie przez telefon.. syczy jak syczał, a ja prawie rzucam telefonem o ścianę.

Pazury

Tak, wiem – miało być o dźwiękach, a ja tu wyjeżdżam z pazurami. To tylko ze względu na to, że mam w sobie identyczny mechanizm „zwrotny”. Dotyczy to prawie wyłącznie większości kierowców publicznej komunikacji. Jedni w tureckich w sweterkach z lat 80-tych, inni wbici w koszulę i krawat, bo „tak firma wymaga” – niemal wszyscy mają brudne pazury. Nie paznokcie, a pazury właśnie. Czarne, przerośnięte, obrzydliwe. Nie obchodziłoby mnie to gdybym nie musiał im czasem podawać pieniędzy za bilet. Dla mnie to trauma i poczucie bycia brudnym po choćby milisekundowym zetknięciu z kimś takim. Jeśli ktoś chce usprawiedliwiać pracę z ludźmi mając czarne z brudu pazury to życzę powodzenia, dla mnie żadnego wytłumaczenia nie ma.

„Guma”

A to z kolei jest historia pewnej niezwykłej panny, która na kilka dni przejęła całą moją uwagę. Było to ładnych kilka lat temu, gdy byłem jeszcze na absolwenckim stażu w jednej z firm. Miałem daleko do domu, podróżowałem autobusami i miałem jedną przesiadkę. Historia dłuższa, więc podaję etapami:

Pierwsze spotkanie z „Gumą”

Słońce świeciło jak zwykle, ptaszki ćwierkały, a trawa rosła dalej na zielono. Po stażu wsiadłem do autobusu i spokojnie ulokowałem się na samym końcu. Zauważyłem pannę lat około 21 – 22 lat, która swoje kształtne 4 litery umieściła obok moich. Dziś powiedziałoby się, że to „lachon” lub „szakirka” – kozaczki, miśkowy kapturek, odsłonięty brzuszek (choć po co brzuszek odsłonięty, gdy kapturek jest z miśkiem??). No i sobie tak jedziemy. Dość szybko usłyszałem, że ona żuje gumę nie zamykając ust. Ok., pomyślałem - to jedna z tych, które już nie potrafią do końca domknąć J A chwilę potem dotarły do mnie dźwięki pompowanych i głośno pękających balonów. Odwróciłem głowę i zgodnie z przewidywaniem – kolor gumy był różowy, a większość specyfiku po wybuchu spoczywała oblepiona w okolicach warg delikwentki. Jakie to typowe….

Drugie spotkanie z „Gumą”

Tym razem było inaczej. Kilka dni później usiadłem w autobusie tej samej linii co zwykle, o tej samej godzinie. I też usiadłem na końcu. Jadę i jadę gapiąc się w okno, a w pewnym momencie słyszę charakterystyczny dźwięk pękającego balonu z gumy do żucia. Jeszcze nie wierzę, jeszcze się oszukuję, powoli odwracam głowę, a tam kto siedzi? Wtedy ochrzciłem to dziewczę – dostało ksywę „Guma”. W świecie braku gustu, smaku, dojrzałości i mózgu Guma jest księżniczką. Choć pewnie ona by napisała: „KshienShniCzkom”.

Trzecie spotkanie z „Gumą”

Przy tym spotkaniu to się załamałem. Guma wsiadła tradycyjnie w ten sam autobus, o tej samej porze co ja (choć tym razem nieco dalej – uff!). I jak wspomniałem – jeździłem z przesiadkami, więc po opuszczeniu pojazdu udałem się do kolejnego. To był tym razem dość niewielki bus. Zająłem jedno z ostatnich wolnych miejsc, gapiłem się znowu w okno, gdy poczułem… zapach owocowej gumy. Tak, zgadliście – Guma stała nade mną. Popadłem w rozpacz, bo właśnie pojawiła się możliwość, że to biedne bezmózgie stworzenie mieszka w mojej okolicy. Podczas tamtej podróży swoje odsłuchałem… ale nie widziałem Gumy nigdy więcej. Na szczęście!

Jeszcze kilka podobnych historii mógłbym przytoczyć, ale notka robi się nieco zbyt długa – mam nadzieję, że to co napisałem wystarczy, by przekazać, o co mi chodzi.

Pewnie część osób czytających to co napisałem uważa mnie za świra. Czyli kogoś, kto w tym przypadku jest przesadnie pedantyczny, dbający o maniery aż do przesady. Nic takiego! Oczekuję tylko podstaw, bez ciapania, mlaskania i siorbania, za to zrozumienia że wokół są inni ludzie.

Apel 

Bądź więc proszę tak miłą osobą i weź pod uwagę, że ktoś obok prawdopodobnie nie chce słuchać dźwięków związanych z przyjmowaniem przez Ciebie pokarmu, ani innych związanych z Twoją biologią.

Pozdrawia

Albercik

wtorek, 28 października 2008, grochzkapusta.blox.pl

Polecane wpisy

  • Rutyna wykańcza

    Teledysk rysunkowy o przedawkowaniu kawy, a raczej o tym, że rutyna i stres doprowadza do szaleństwa. Zwłaszcza korporacyjne szczury. GENIALNE http://pl.youtub

  • Spaghetti amatriciana - przepis

    Lubię gotować i kocham delektować się wyszukanym jedzeniem. Niedawno ugotowałem spaghetti amatricana - moje ulubione. Kliknij na "więcej" i przeczytaj dokładny

  • Pierwszy wpis na blogu

    Witam wszystkich na blogu. Jak sama nazwa wskazuje będę tu pisał o sprawach najróżniejszych, od opinii dotyczących mediów, reklamy i marketingu, po politykę i n

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: