O tym, co zauważam - co mnie drażni, zachwyca, intryguje, albo po prostu bawi.
Blog > Komentarze do wpisu

Spaghetti amatriciana - przepis

Lubię gotować i kocham delektować się wyszukanym jedzeniem. Niedawno ugotowałem spaghetti amatricana - moje ulubione. Kliknij na "więcej" i przeczytaj dokładny przepis. Potem będziesz potrzebować tylko wyprawy po produkty i 40 minut na zrobienie wybornego obiadu dla rodziny lub znajomych. Albo tylko dla siebie - whatever :-)

Kilka razy zdarzyło się tak, że znajomi zapraszali mnie na imprezy i proponowali bym coś ugotował dla wszystkich. Nigdy nie odmówiłem, bo to dla mnie prawdziwa przyjemność. Mawia się, że najlepszymi kucharzami są mężczyźni. Czy tak jest - nie wiem, ale przynajmniej kilka razy zdarzało mi się widzieć zadowolone twarze osób pałaszujących moje kreacje. Poniżej opiszę, jak robi się spaghetti amatriciana, czyli makaron, który odtąd na stałe wejdzie do mojego repertuaru. Postaram się wyjaśnić wszystko po kolei i jak najprościej, tak by nikt nie miał wątpliwości. A jeśli już ktoś ten sposób wykorzysta - będę wdzięczny za pozostawienie komentarza.

Co to jest spaghetti amatriciana?

Na tej stronie znalazłem ciekawy opis:

Rzym leży w regionie Lazio, sztandarowym daniem lokalnych trattorii jest pasta bucatini all'amatriciana, pochodząca z miasteczka Amatrice, położonego na północ od Rzymu. Bucatini to odmiana makaronu (długie cienkie rurki); danie tradycyjnie przyrządza się z tartym owczym serem pecorino, pomidorami, cebulą i skwierczącym guaciale, czyli... smażonymi świńskimi policzkami. Mimo małej ilości składników w tej prostej potrawie lokalni kucharze wciąż się spierają, czy powinno się do niej dodawać pomidory. Dzisiaj pastę zamiast z guaciale często podaje się z boczkiem, ale konserwatyści uważają to za karygodną herezję.

Od razu wyjaśniam, że nie jestem konserwatystą, więc mój przepis zawiera pomidory. Dużo pomidorów. Nie ma natomiast nic wspólnego ze świńskimi policzkami, ani innymi paskudztwami :-) A makaron to nie bucatini tylko zwykłe nitki, jakie za grosze można dostać w każdym sklepie w Polsce.

Jak smakuje spaghetti amatriciana?

Sos określa spaghetti i tak oczywiście jest i tym razem. Jedząc ten makaron wyczuwa się przede wszystkim wędzony boczek, pomidory, czosnek oraz owczy ser pecorino. Jeśli nie potraficie sobie wyobrazić tego aromatu to pomyślcie o słońcu Italii, dojrzewającej przez miesiące szynce parmeńskiej oraz o intensywnym smaku najprawdziwszego parmezanu. A jak to nie wystarcza, albo nie macie porównanie to po prostu mi zaufajcie i gotowanie tego pysznego spaghetti potraktujcie jako bardzo przyjemną edukację. :-)

Dlaczego przepis Albercika jest najlepszy?

A wcale nie mówię, że jest. Tak mi się może tylko wydaje :-) Sam posiłkowałem się innymi przepisami znalezionymi w sieci i starałem się na ich podstawie stworzyć coś własnego. Gwarantuję, że wszyscy testujący gotowe danie byli zachwyceni.

Bez dalszego gadania podaję przepis na 4 osoby.

Składniki:

paczka makaronu (nitki)
15 - 30 dkg chudego wędzonego boczku
2 puszki 25 dkg pomidorów bez skóry
1 szklanka czerwonego wina (wytrawne lub półwytrawne)
1 duża cebula
3-5 ząbków czosnku
3 - 5 łyżek oliwy z oliwek (z pierwszego tłoczenia)
½  czerwonej papryki
1 łyżeczka suszonego rozmarynu
ser pecorino lub parmezan lub mieszanka włoskich twardych serów

Sposób przygotowania i nieco o produktach

- Dużą białą cebulę (wielkość pięści) należy pokroić w drobną kostkę. Nie używajcie kolorowej cebuli (fioletowej), bo ma ona w tym przypadku zbyt łagodny smak. Pokrojoną cebulę wrzucacie do miseczki i niech sobie teraz poczeka.

- Koniecznie wędzony i koniecznie chudy boczek (np. dwa centymetrowej grubości plastry o powierzchni dłoni) należy pokroić w grubą kostkę. To ważne, bo zbyt cienko pokrojony może stać się twardy przy smażeniu. Na swoje spaghetti wędzony boczek znalazłem w niedzielę w Lidlu Pochodził z Niemiec, kosztował kilka złotych. Dał radę jako składnik, ale jesli macie wybór to kupcie boczek w innym miejscu - czyli bez konserwantów, za to na pewno świeży. Pokrojony boczek - siup do miseczki i jedziemy dalej.

- Czerwoną paprykę należy przekroić na pół, wyciągnąć nasiona i pokroić jedną połówkę w wąskie paski, apotem w kostkę. Bardzo wąskie - do 3 - 4 milimetrów. Jeśli będą zbyt grube to na talerzu znajdziecie twarde, chrupiące kawałki, a nie o to chodzi w tej zabawie. Pokrojoną paprykę do miseczki, a drugą jej połówkę np. do lodówki na kanapki :-)

- Odkorkujcie wino i niech sobie spokojnie poczeka. Bardzo ciekawa sprawa przy otwieraniu, a konkretnie przy zdejmowaniu akcyzy i denerwującej folii z wina znajduje się na tym filmie:

http://www.eatdrinkordie.com/videos/38df3cc273

Próbowałem i to działa - koniec z używaniem noża!

- Czosnek. Jeśli nie macie wyciskarki do czosnku to wystarczy drobno go pokroić lub zmiażdżyć. A konkretnie: trzy ząbki rozdrabniacie maksymalnie, a dwa pozostałe kroicie na kilka kawałków. Potem wyjaśni się dlaczego. Pokrojony i zmiażdżony czosnek ląduje w miseczce. Oczywiście, każdy ma swoje preferencje, co do ilości czosnku, ale ten przepis gwarantuje, że nie będziecie później sprawiali przykrości napotkanym ludziom :-)

- Ser. Oczywiście marzenie to dwa sery przy tym przepisie: czyli włoski ser owczy pecorino i prawdziwy parmezan. Gdy robiłem zakupy, nie znalazłem w kilku supermarketach żadnego z tych serów. Rozglądałem się za substytutami w ostateczności, ale i tak brak jest twardych serów w ofercie. Już nawet miałem rezygnować z gotowania, ale znalazłem w sklepie Carrefour sery w małych saszetkach (wielkości np. żelatyny, czy cukru waniliowego). Były to właśnie twarde sery rozdrobnione do posypywania włoskich dań - jeden "made in Italy" z mieszanką parmeazanu i kilku innych, a drugi "made by Carrefour". Kosztowały 2 - 3 zł za sztukę. Jedna saszetka wystarcza na 4 talerze, ale kupiłem obydwa by porównać smaki. Jak się pewnie domyślacie - włoski był o niebo lepszy - słony, twardy, aromatyczny. Szczerze mówiąc nie chcę wiedzieć więcej o tym serze po kilku prasowych doniesieniach :-) Oczywiście jeśli znajdziecie prawdziwy parmezan to pewnie wystarczy zetrzeć 10 - 20 dkg na 4 porcje spaghetti.

- Oliwa. Absolutnie nie stosujcie zamiennika w postaci oleju rzepakowego, albo innego podobnego. To może zniszczyć całe danie! W supermarkecie oliwa z pierwszego tłoczenia (extra vergine) kosztuje kilkanaście złotych. Warto zainwestować, bo jedna butelka wystarczy na długo i na pewno się nie zepsuje.

- Zioła i przyprawy. Napisałem, że należy użyć rozmarynu. Za cholerę nie mogłem znaleźć tego w 3 supermarketach. No normalnie nigdzie. Były cuda wianki różniaste, a zwykłego rozmarynu brak. Zastosowałem oregano i bazylię - też wyszło dobrze. A poszukiwanie rozmarynu przydało się na jedno - odkryłem że spokojnie można znaleźć w sklepach sproszkowany kardamon - szczypta do gorącej kawy czyni jej smak egzotycznym, niezywkle aromatycznym, rodem z kuchni arabskiej lub indyjskiej. Polecam spróbować.

- Pomidory. W sklepach jest bardzo szeroki wybór puszkowanych pomidorów. Polecam kupować te z Włoch, a to dlatego że są one znacznie słodsze od tych z Polski. Oczywiście jeśli ktoś chce to niech ryzykuje i nawet obiera żywe pomidory, tylko po co się męczyć i tracić czas? Na 4 porcje kupiłem 2 puszki pomidorów, za co łącznie zapłaciłem 6 - 7 zł. Owieramy puszki a zawartość rozgniatamy dodatkowo łyżeczką, a wręcz przecieramy przez drobne sito, żeby potem ładnie się rozgotowały.

Wszystko przygotowane, pora na pichcenie

Po pierwsze nie polecam używania patelni ze względu na rozmiar. Choć na samym końcu sos pewnie by się zmieścił, to podczas jego przygotowywania trzeba odparować sporo płynów. Dlatego zdecydowanie polecam garnek z dobrze dobraną przykrywką, ewentualnie już może być i patelnia, ale bardzo głęboka.

Do garnka wlewamy oliwę z oliwek. Podałem, że trzeba na to 3-5 łyżek, ale tym się nie sugerujcie w 100% - ważne żeby oliwa pokryła dno cienką warstwą. Czekamy ok. 2 minut żeby oliwa się rozgrzała i wrzucamy pokrojoną wcześniej cebulę.  Pamiętajcie: ma się zeszklić, a nie usmażyć na brązowo, bo to bardzo wpływa na smak. Jeśli przegapicie i Wam się spali to trzeba będzie ją wywalić, wymyć garnek i zacząć wszystko od nowa.

Gdy cebula się zeszkli wrzucacie pokrojony wcześniej boczek. Dorzucenie boczku sprawi, że cebula przestanie zmieniać konsystencję. Teraz trzeba poczekać kilka minut (może nawet do 10) aż boczek nieco stwardnieje i zrobi "na złoto", ale nie można dopuścić by się zrobił bardzo twardy! A jeśli zobaczycie, że z cebulą coś jednak zaczyna dziać, tzn. robi się brązowa to od razu dajecie kolejny składnik.

Teraz należy użyć wina. Prosto z gwinta wlewacie około szklanki. Niektórzy mówią, że mniej, ale wg. mnie czerwonego wina nigdy za mało :-) To zresztą wyjdzie "w praniu", w zależności od wielkości garnka. Trzeba poczekać ok. 3 minut aż wino nieco odparuje, bo nie chodzi o to żeby potem upić się spaghetti tylko o przejęcie charakterystycznego smaku. Pozostałe wino można spożyć natychmiast, lub zostawić do obiadu :-) A zaraz po podlaniu winem trzeba wrzucić pokrojoną paprykę. Papryka to twarde warzywo, więc musi mieć czas na "zniknięcie" w sosie.

Ok, wino odparowane, teraz pora na wrzucenie pokrojonego (ale nie zmiażdżonego czosnku) oraz pomidory. Niech to będzie zawartość całych 2 puszek razem z "sokiem". Wszystkie składniki mieszamy (potem jeszcze wiele razy), solimy, dodajemy niewiele pieprzu, rozmarynu i czerwonej ostrej papryki do smaku i przykrywamy pokrywką. Na wolnym ogniu dusimy przez kolejne 20 -30 minut.

Zostało tylko czekanie i co kilka minut mieszanie. Gdy sos będzie już gęsty, zobaczycie że znacznie go ubyło w garnku, bo odparował. Na ok. 5 minut przed końcem gotowania trzeba zrobić 2 rzeczy: dodać zmiażdżony czosnek (bo tamten wrzucony wcześniej już oddał cały smak sosowi), dosypać ziół do smaku i... nastawić makaron.

Część właściwa, czyli podawanie

Makaron wyciągamy z wody, gdy będzie już al dente, czyli ugotowany, ale wciąż lekko twardy. Makaron należy szybko przepłukać zimną wodą, ale najwyżej dwa razy, by na talerzu nie wylądował już zimny.

Na talerzu układa się takie powiedzmy "gniazdko" z makaronu, a na wierzch solidną porcję sosu (byleby się nie wylewał na brzegi poza makaron).  Całość posypujemy pecorino i parmezanem na całej powierzchni talerza - bardzo efektownie to wygląda. Sera nie żałujcie - to świetnie wyostrza potrawę.

Inna szkoła podawania to wymieszanie makaronu z sosem i zapieczenie go potem na patelni. Brzmi ciekawie, ale nie próbowałem.

Jedzenie

Porcja po nałożeniu może wydawać się niewielka, ale gwarantuję, że jest to potrawa niezwykle sycąca. Ja swoją porcję ledwo zjadłem. Pozostało tylko wcinać, obserwować bliskie orgazmu twarze gości i słuchać pochwał. :-)

Życzę więc smacznego, a jak już skorzystacie z przepisu dajcie znać jak wyszło w komentarzach na grochzkapusta.blox.pl

Pozdrawiam

Wasz Albercik

środa, 22 października 2008, grochzkapusta.blox.pl

Polecane wpisy

  • Rutyna wykańcza

    Teledysk rysunkowy o przedawkowaniu kawy, a raczej o tym, że rutyna i stres doprowadza do szaleństwa. Zwłaszcza korporacyjne szczury. GENIALNE http://pl.youtub

  • A imię jego 44 – czyli.. myśląc spiskowo

    W szkołach różnorodnie numerowanej RP program nauczania obejmuje wiedzę o „wieszczach”, czyli „o osobach, które potrafią wieszczyć, czyli prze

  • Ciapacze, mlaskacze i siorbacze

    Pewnie żadne ze słów użytych w tytule tej notki nie istnieje, ale każdy chyba rozumie ich znaczenie. Poniżej kilka słów o zachowaniach, które powodują rotację p

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: